"Kopcia zajmują wcale ważne problemy (można nawet powiedzieć, nieco patetycznie, że są one zgodne z dylematami epoki) a odbiorcy jego dzieł, poprzez ich ogrom, usytuowanie, eksplozję kolorów itd., wciągani zostają w samo centrum problemów. W wystawie 'Energia 88', angażując część Placu Wolności w Poznaniu i przysłaniając jednocześnie całą fasadę Biblioteki Raczyńskich 'ekranem' malarskim m.in. z motywami oczu i fragmentami aktu kobiecego, artysta wzbudził kontrowersje, ale i zainteresowanie (szczególnie ludzi młodych). Krytycy okrycia szacownej budowli odetchnęli z ulgą, gdy po kilku dniach malowidło zostało zdjęte. Okazało się wówczas, że Jerzy Kopeć potraktował cała instalację jako efemerydę i że dla rozwijania swych monumentalnych projektów uruchamia nie tylko swój proces malarski, ale że angażuje masę różnych przedsięwzięć po to, aby powstały dość ciekawe sytuacje. Oto malarz (przez S. Piskora określany jako 'transawangardzista') stając na pewnym już piętrze umiejętności manualnych i wyobrażeniowych, uruchamia swe kompozycje, aby po niezbyt długim czasie 'sprzątać' je z pejzażu miasta. Postępuje trochę tak jak instalator czy interwencjonista w rodzaju Christo. Tyle, ze nie jest to ujednolicanie opakowywania czy seryjność przedmiotów. U Kopcia jest to pracochłonny, zróżnicowany proces na prace, które jeśli dobrze przechowane, potencjalnie mogą pojawić się w innych kontekstach. Te monumentalne działania, choć z alegoriami życia współczesnego, nie są z założenia nudnymi muralami zakończonymi w jednym miejscu. Owa mobilność przypomina zresztą ulubione przez artystę próby manierystów, takich jak Tintoretto czy Romano."

O niezależności malarskiej wyobraźni Jerzego Kopcia, Andrzej Kostołowski, O niezależności malarskiej wyobraźni Jerzego Kopcia, 1999



"To malarstwo nie może i nie powinno być oglądane. Musi ono być w swej rozciągłości przeżywane, doświadczane z dystansu. Z tego właśnie dystansu staje się widoczne, że nie chodzi tu o pretensjonalne zapełnienie przestrzeni, lecz o potraktowanie w wielkich rozmiarach wielkiego tematu, a więc w sposób adekwatny. Ramy dzieła tworzą dwie przedstawione z profilu ponuro patrzące gęby, jedna zjadliwie zielona, druga zaś płomiennie czerwona. Pomiędzy tymi namalowanymi obserwatorami rozkłada się - miejscami dionizyjski - kalejdoskop."

"Aufschrei" beherrscht Dorfplatz in Much, Karlheinz Wagner, Kölner Stadt-Anzeiger, 1989



"On nie jest ironistą, nie próbuje być postmodernistycznym graczem persyflaży, a więc swoistym erudytą stylizacji itd. Nie wadzi się też ze światem, poprzez wypowiedź wprost. Kopeć jedynie przekazuje ekwiwalenty swoich przeżyć, obecności. Dlatego recepcja tego malarstwa wymaga skupienia i wczucia się w sens intymnego zwierzenia. Dialog ze światem otaczającym realizuje dopiero poprzez kontekst obecności, poprzez sposób bycia w tym świecie obrazami, kontekst ekspozycji.
Jerzy Kopeć nie jest artystą spekulatywnym. Nie wykoncypował tych znaczeń, jakie niesie jego wystawa.
To jest intuicyjna twórczość, spontaniczna reakcja na aktualne doświadczenia uczestnictwa w życiu społecznym, przefiltrowana rzez wrażliwość artysty. Dlatego właśnie ta demonstracja jest wiarygodnym i istotnym świadectwem naszego czasu. Włącznie ze sposobem odbioru tego fenomenu artystycznego."

Plac Wolności Jerzego Kopcia, Stanisław Piskor, 1999



"Chcę więc zdecydowanie podkreślić, że dla mnie twórczość Jerzego Kopcia nie jest kontrowersyjna. Jest jednoznacznie zła, atakuje chorobliwą gigantomanią, tandetnością wykonania i intelektualną pustką. Jest klasycznym artystycznym nowotworem: bezrefleksyjną szamotaniną z formą i naciągactwem na garść egzystencjalnych komunałów. Nie wzbudza we mnie żadnych emocji, a jedynie pretensje do Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie o to, że udzielił panu Kopciowi zgody na rozstawienie swego kramiku na placu Piłsudskiego, zamiast wypisać mu mandat za zaśmiecanie miasta."

Mandat dla Kopcia, Łukasz Gorczyca, Art & Business 11/2000



"To się w głowie nie mieści! Obrzydliwe i kontrowersyjne rzeźby stanęły na placu Wolności. Jedna przedstawia nagą kobietę z wielkim biustem i odkrytą, zakrwawioną pochwą. Inna ma obnażone męskie genitalia. Wystawa prac, których autorem jest Jerzy Kopeć, sieje zgorszenie."

OHYDA!, Fakt 22.10.2008



"Ekspresjonistyczne środki stylistyczne, jakimi posługuje się w swoich realizacjach Jerzy Kopeć kryją w sobie wielką wrażliwość. Wrażliwość na barwę, na rytm, na przestrzeń. W malarstwie drapieżne zestawienie kontrastowych barw rozrywają powierzchnie płócien na szeregi planów. Plany te przenikają się wzajemnie, są nieustanną grą o stopień ważności w kompozycji. Jest to jakby permanentne przesuwanie się wielu obrazów w jednym, konstrukcja coraz to nowych układów, destrukcja innych. Do tego wszystkiego dochodzi wyraźna iluzja głębi, wspomagana przestrzennymi formami papierowych stożków, ażurami, wysuwaniem form poza ramy prostokątów płótna. I jeszcze - są elementami z 'innego świata', kontrastem banał ze szlachetnością malarskiej materii. Wymuszają na nas podejście 'z przymrużeniem oka', odzierają z majestatu tradycyjnie pojmowanego dzieła sztuki.
Abstrakcyjne malarskie przedstawienia są też szalenie żywiołowe. Każdy z prezentowanych obrazów Jerzego Kopcia wydaje się być wielką przygodą z wyobraźnią. Wynika to z żywiołowego wyrażania poczucia swobody wobec wszystkiego: przestrzeni, kompozycji, kształtów, technik artystycznych, semantyki. Widać w nich, jak malarz umie się cieszyć własną wolnością i korzystać z niej w pełni. Wiele w tym radości tworzenia, elementów zabawy z materią, dowcipu zestawień, obalania tradycyjnych pojęć estetyki."

Jerzego Kopcia osobista przygoda wyobraźni, Jolanta Dąbkowska-Zydroń, Nurt 1986



"Najważniejsze ze wszystkiego było jednak zrośnięcie owych figur z krzesłami. Przypominało to nam znany ze sztuki polskiej po 1945 roku motyw 'ukrzesłowienia' tak epokowo wydobyty przez Andrzeja Wróblewskiego, czy tez powtarzane u wybitnych artystów specjalne, halucynacyjne użycie formy krzesła jako hasłowego dla PRL sprzętu służącego do nieustannego 'czekania'. Kopeć ze swoimi krzesłami-postaciami wpisuje się bardzo twórczo w ten ciąg ikonograficzny, w ramach którego krzesłami zajmowali się parokrotnie m.in. Tadeusz Kantor, Włodzimierz Borowski, Andrzej Matuszewski, Zbigniew Makarewicz. U wymienionych artystów jest przy tym mniejsze lub większe nawiązanie do epoki realnego socjalizmu. Kopeć natomiast zdaje się czynić bardziej widoczną aluzję i do czasów obecnych i do tradycji ikonografii chrześcijańskiej. A jest to nawiązanie i gorzkie i nie bez pytań skierowanych w przyszłość."

Pion-Poziom, Andrzej Kostołowski, O niezależności malarskiej wyobraźni Jerzego Kopcia, 1999



"Otóż Jerzy Kopeć w ciągu kilku zaledwie lat stał się liderem głównie z powodu swego radykalizmu nieformalnego (choć jego repertuar form jest jego własnością). Ani też nie z powodu radykalizmu gestów czy prowokacji obyczajowych, lecz ze względu na radykalizm ostatecznych konsekwencji natury filozoficznej. W czasie kiedy inni wykonywali prowokacyjne gesty - on pogłębiał swoją koncepcję i dostosowywał środki wyrazu do wyłożonej już na początku drogi swej koncepcji sztuki.
(...)
Oto powód, dla którego uważam sztukę Jerzego Kopcia za najradykalniejszy punkt dojścia nowego malarstwa lat osiemdziesiątych w Polsce, a samego artystę za lidera tego pokolenia. Podkreślam: nie z powodu ilości wystaw, czy nagród - lecz konsekwencji w plastycznej realizacji idei, która stała się jego postawą wyjściową. Oczywiście także i z powodu ścisłego dostosowania środków do ideowego wyznacznika swych celów.
Pełna spontaniczność tych procesów, rozmach wizjonerski, nie tylko wyrażony w skali jego aranżacji przestrzennych, lecz także i w obrazach nawet małego formatu. Wreszcie całkowita oryginalność języka form plastycznych - tworzą zupełnie suwerennego artystę, najbardziej oryginalne zjawisko w polskiej plastyce lat osiemdziesiątych."

Lider pokolenia, Stanisław Piskor, Tak i Nie 25.08.1989



"Z ciasnych klatek przymocowanych do ścian wystają drewniane obiekty i jakby z furią rozjuszonego zwierzęcia rzucają się na publiczność. Oto pokraczna czarna postać z czerwoną twarzą przeciska się przez wieko trumny. Pęcznieją czarne skrzynie o nieregularnych kształtach. Wykrzywiony tors i przerażająca twarz szczerzy się, nie mogąc oderwać się od ściany.
Dla Jerzego Kopcia tworzenie takich prac jest sprawdzianem, jak daleko można posunąć się w oswajaniu śmierci, procesu niszczenia, zamknięcia i ograniczenia. - Każdy człowiek, czy tego chce czy nie, od urodzenia wpisany jest w pewną klatkę przez swoje wychowanie, tradycję, kulturę, systemy polityczne, religijne czy pewne uwarunkowania biologiczne - mówił tego wieczoru Kopeć. - Ale uciekając z jednej klatki wchodzi się w następną. Moim zdaniem ucieczka ze swojej klatki nie jest możliwa. Najistotniejszy jest dystans i świadomość, że ją mamy. Jedną z takich klatek jest śmierć i ucieczka przed nią. Istotne jest, żeby cały czas żyć i potrafić rozmawiać o śmierci - dodał."

Malarskie klatki, Monika Polak, Gazeta Wielkopolska 26.02.2000



"Bieg od płótna do miejsca obserwacji, bieg do palety, nerwowe szukanie koloru, położenie farby szerokim uderzeniem. Każdy ruch pędzla dodaje jeszcze napięcia do układu rysującego się na płótnie. Tak Jurek pracuje.
Z tym bieganiem nie może być inaczej - obraz jest olbrzymi, żeby ogarnąć wzrokiem, należy odejść kilkanaście metrów. Nie ma czasu na spacery.
Energia, dynamika, wola życia i działania, także odwaga - tyle bez żadnego znawstwa można wyczytać z jego prac. Te określenia mówią również wiele o nim samym.
Jest nawet zdjęcie, które autorzy katalogów zawierających fotografie prac JERZEGO KOPCIA chętnie umieszczają obok notki z kilkoma faktami z jego życia, bo trafnie charakteryzuje młodego malarza: szczupły chłopak stoi w ogromnej poznańskiej hali targowej, której całą ścianę zajmuje jeden obraz. Artysta, kilkadziesiąt metrów wolnej przestrzeni i sto metrów kwadratowych zagmatwanych linii rysunku.
O Kopciu opowiada się już anegdoty: dla niego wiadro farby to tyle, co dla normalnego malarza tubka. Lecąc z drabiny nie oderwał pędzla od płótna - namalował gest i skręcił rękę. Przygotowując którąś z wystaw kupił w 'Bielteksie' belę taniego materiału za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Z tego materiału najpierw uszył sobie spodnie, bo gdyby zabrał się do pracy wcześniej niż krawiec, na garderobę z pewnością by nie zostało."

Pęd życia, Sławomir Pyziak, itd 15/1987